poniedziałek, 13 lutego 2012

Coś na prezent i coś by prezentu nie robić

W piątek wybieram się na urodzinki, już dawno dumałam nad prezentem , wydumałam i zrobiłam, a w chwili obecnej nawet jest już spakowany... taki oto przybornik na biurko





Oprócz jednego prezentu, mam na wykończeniu drugi - kuferkowaty, który mi wybitnie "nie idzie", nie lubiłam go od samego początku, tym bardziej, że jest pod konkretne zamówienie, które mi się nie podoba. Ani pomysł, ani wykonanie. No i tak przez weekend robiłam wszystko tylko nie ten kufer. Na początku moją wymówką miały być warsztaty tkackie, ale że temperatura -20 nie była sprzyjająca, to na nie nie poszłam. Uparłam się jednak, że muszę zrobić szybko koniecznie coś innego - byle nie ten kufer. Zaczęłam więc wyszywać matrioszki...

No i kończy się powoli czas wymianki Z sercem na dłoni. Niestety jeszcze nie mogę pokazać co dostałam, a to same śliczne rzeczy i takie miłe co nieco.

2 komentarze:

  1. Cudowności. Solenizantce się na pewno spodoba.
    Skądś znam ten motyw hehe ;-)

    OdpowiedzUsuń